Witam Cię na mojej stronie, rozgość się!

Mam na imię Karolina. Moje życie jest lekkie, łatwe, przyjemne i obfite. Mam kochającego, wspierającego męża, jestem mamą wyjątkowego chłopca i cudownej dziewczynki. Poza tym dużo podróżuję, mam sporo wolnego czasu na swoje pasje, przyjemności, dla siebie, rodziny i właśnie stworzyłam sobie swoją wymarzoną pracę. Tak, to wszystko prawda.

Ale nie zawsze tak było. Zanim doszłam tu, gdzie jestem przeszłam długą i krętą drogę i cały czas jestem w tej podróży, cały czas uczę się działać w zgodzie ze sobą, słuchać swojej Duszy i swojego serca.

Kiedyś myślałam, że życie mi się przydarza, jest ciężkie, niesprawiedliwe, w głowie miałam całą masę i niewspierających myśli i przekonań, które jak się okazało wcale nie były moje.

Poza tym miałam niską samoocenę, brakowało mi pewności siebie i mimo, iż pozornie miałam wszystko odczuwałam wewnętrzną pustkę, brak spełnienia, satysfakcji, czułam, że życie przecieka mi przez palce i nie wiedziałam po co właściwie tu jestem i kim jestem.

Podróżowałam w najdalsze zakątki świata łudząc się, że tam znajdę to, za czym tak bardzo tęskniłam.

Pamiętam też jak wyjeżdżałam od czegoś – uciekałam od szkoły, od pracy, głośnego miasta, niewspierającego otoczenia, zbyt wielu spraw na głowie, codzienności, przed sobą, przed tym, co boli. Podróżowałam, odpoczywałam, resetowałam się, dystansowałam, ale już pod koniec wyjazdu czułam stres – “po powrocie czeka mnie to samo”. Wracałam do tego samego, nie zmieniało się zupełnie nic, to przed czym uciekałam z czasem i tak mnie dopadało, nawet ze zdwojoną siłą.

Pomimo tego zawsze miałam jakieś wewnętrzne przekonanie, że to nie powinno tak wyglądać. I to stało się moją główną motywacją do podjęcia pracy nad sobą i swoim życiem. I tak w odpowiednim czasie na mojej drodze zaczęli pojawiać się odpowiedni ludzie.

Wydarzenia, które z pozoru wydawały mi się być tragedią w moim życiu okazywały się moim największym Błogosławieństwem.

I tak 10 lat temu moje ciało wydało na świat moje pierwsze dziecko. Dziecko, które początkowo było dla mnie ogromnym wyzwaniem i które myślałam, że dostałam za karę. Dokładnie 7 lat temu specjaliści wystawili diagnozę mojemu dziecku. Moje dziecko miało nigdy nie mówić i nie nawiązywać kontaktu z otoczeniem, a mnie miała czekać ciężka i frustrująca praca.  Ja nie miałam na to wewnętrznej zgody, wybrałam inaczej. Zabrałam swoje dziecko od specjalistów, stworzyłam mu pokój do zabawy i wraz z grupą cudownych wolontariuszy przez kilka lat pracowałam nad tym, by odzyskać swoje dziecko. Choć niewielu widziało sens i szansę powodzenia w tym co robię udało się. Dziś mój Syn jest werbalnym, w pełni komunikatywnym, wesołym, pogodnym i radosnym chłopcem, z ogromną szansą na samodzielne życie w przyszłości.

A ja dziś z pełną odpowiedzialnością mówię, że to dziecko jest moim największym Błogosławieństwem, bo to dziecko pokazało mi drogę do siebie. I choć nie była to droga usłana różami to czuję ogromną wdzięczność za to, że właśnie mnie wybrało na swoją mamę.

Mój Syn pokazał mi drogę do mojego wnętrza. Latami uciekałam od siebie, od tego co boli, jeździłam tu i tam, by w końcu zrozumieć, że rozwiązanie jest we mnie, w moim sercu. Zrozumiałam, że wszystko, czego szukałam na zewnątrz mam w sobie. I tak odzyskałam zdrowie, zaufanie do siebie, swoją kobiecość, sprawczość, pasję życia, A PRZEDE WSZYSTKIM ZAAKCEPTOWAŁAM I POKOCHAŁAM SIEBIE.

Przekonałam się, że życie kieruje się innymi prawami jak wpojono mi w moim rodzinnym domu. Na własnej skórze doświadczyłam tego, że dolegliwości, choroby, jakie występują w naszym ciele zwykle zwracają nam uwagę na to, co się dzieje w naszym życiu. Zwracają uwagę na to, co należy zmienić, poprawić.

Nasze myśli, przekonania, wyparte emocje, traumy pustoszą nasz układ nerwowy, wpływając negatywnie na nasz dobrostan fizyczny i psychiczny. Jednocześnie przekonałam się o tym, że najpotężniejszą siłą uzdrawiającą jest miłość- miłość do samego siebie.

Krok po kroku wyciągałam na wierzch i otuliłam miłością to, co kiedyś w dzieciństwie odsuwałam i głęboko zakopałam, żeby nie bolało.

"Z a c z n i j. Tak się czyści zatrutą rzekę. Jeśli się boisz niepowodzenia, zacznij mimo to, a jeśli nie można inaczej, to ponieś klęskę, pozbieraj się i zacznij od nowa. Jeśli znów się nie uda, to co z tego? Zacznij jeszcze raz. To nie porażka powstrzymuje- to niechęć do zaczynania od początku powoduje stagnację. Co z tego, że się boisz? Jeśli się obawiasz, że coś wyskoczy i cię ugryzie, to niech się to wreszcie stanie. Niech twój strach wyjrzy z ciemności i cię ukąsi, żebyś miała to już za sobą i mogła się posuwać dalej. Przezwyciężysz to. Strach minie. Lepiej, żebyś wyszła mu naprzeciw, poczuła go i pokonała, zamiast mieć w nim wieczną wymówkę do czyszczenia rzeki."

– Clarissa Pinkola Estés

Dziś z pełną odpowiedzialnością mówię, że było warto zajrzeć tam, gdzie najbardziej bolało, tam gdzie pochowałam wszystko to, czego nie chciałam czuć. Dziś czuję się jak ukochane dziecko Boga, które będąc gościem na tej Ziemi w sposób niczym nieograniczony korzysta z jej zasobów. Właściwie nie pamiętam jak to jest być człowiekiem zalęknionym, puściłam potrzebę kontroli wszystkiego, wiem, że Bóg i życie mi sprzyja. Odważnie manifestuję swoje pragnienia i potrzeby, ale nie przywiązuję zbytnio się do swoich oczekiwań i wyobrażeń. Dziękuję Bogu, że pewne sprawy nie potoczyły się tak jak chciałam, one potoczyły się dużo lepiej niż kiedykolwiek byłabym sobie w stanie wyobrazić.

Zrozumiałam, że ważna jest podróż a nie cel, cel jest tylko produktem ubocznym wspaniałej podróży. Cieszę się życiem, doceniam to, co mam i otwieram się na więcej.

KOCHAM SIEBIE. I życzę tego Tobie, z całego serca.

Kopia Dotyk Miłości

Umów się na wstępną, bezpłatną 30-minutową konsultację.